Zakład Poprawczy w Trzemesznie

“Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”
Św. Augustyn

Studium zabawy, kultury, traktat oistocie człowieczeństwa - Homo ludensJohana Huizingi

Pytanie o to, kim w swej istocie jest człowiek stanowi jest jednym z fundamentalnych pytań, z jakimi przychodzi nam się zmierzyć.


. I o ile dla biologa odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się oczywista – ssak z gatunku homo sapiens, o tyle  humanistyce nie udzielono jeszcze zadowalającej odpowiedzi. Poszukiwanie istoty człowieczeństwa to jedno z podstawowych zadań filozofii, ale również religii, antropologii, po części socjologii, literatury. I choć – jak wspomniano – nie istnieje uniwersalna odpowiedź, rozstrzygająca i na zawsze zamykająca tę kwestię, od tego, jakiej odpowiedzi udzielimy zależy cały model antropologiczny, na którym budujemy nasz sąd o świecie i rzeczywistości. Nie może więc dziwić, fakt tak częstego odnoszenia się do omawianego zagadnienia przez badaczy różnych dyscyplin.

 

Zastanówmy się najpierw, co dla naszego rozumienia istoty człowieczeństwa wnoszą określenia obecne w naukach przyrodniczych (biologia, teoria ewolucji). Nazwa gatunkowa homo sapiens – zakłada, że istotą człowieczeństwa tkwi  myśleniu, a dokładniej w zdolności (predyspozycji) do myślenia. I choć jest to jedna z istotnych (konstytutywnych) cech naszego gatunku, to dosyć wcześnie badacze zauważyli, że nie wyczerpuje ona pełni naszej egzystencji. Stąd w antropologii pojawiło się inne określenie człowieka - homo faber – człowiek twórczy.Holenderskihistoryk, eseista, językoznawca i filozof - Johan Huizinga wprowadził do współczesnej humanistyki kolejne określenie: Homo ludens - „człowiek bawiący się”. W swoim dziele Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury[1]Huizinga przekonuje, że u istoty nie tylko człowieczeństwa, ale również całej kultury leży nie co innego, jak właśnie zabawa. Od czasu opublikowania rozprawy Holendra zaczęto przeciwstawiać sobie homo faber i homo ludens. Sam Huizinga jednak zauważał, że  wszystko to, co odnosi się do twórczości, możemy odnieść także do zabawy. Autor uważa, iż nazwy homo ludens i homo faber mogą istnieć obok siebie, jednak nie są rozstrzygają one ostatecznie pytania o istotę człowieczeństwa. W swoim traktacie Huiznga chciał rozważyćczy tym, co rzeczywiście najważniejsze w człowieku, co charakteryzuje jego działalność zarówno wtedy, kiedy się uczy, kiedy tworzy, kiedy się modli, nie jest najzwyklejszą w świecie zabawą.Huizinga w swoich rozważaniach opiera się na doświadczeniu kultury naszego kontynentu. Filozof twierdził, że każdy człowiek stworzony jest do zabawy, dlatego właśnie, że jest człowiekiem (kimś więcej niż istotą rozumną). Zabawa wpisana jest zaś z jednej strony w istotę człowieczeństwa, z drugiej zaś stanowi część kultury.Johan Huizinga stawia tutaj kolejną – wydawałoby się kontrowersyjną tezę. Według autora, zanim jeszcze pojawiła się kultura, istniały już gry i zabawy. Swoje przekonanie opiera on na konstatacji, iż do istnienia kultury potrzeba społeczności ludzkiej, a zdolność do zabawy posiadają także zwierzęta. Zwierzęta bawią się, a więc nie działają mechanicznie (instynktownie). Ludzie bawią się, a więc są czymś więcej niż jedynie rozumnymi istotami, ponieważ zabawa nie jest rozumna, bo gdyby taka była, ograniczałaby się do świata ludzi. Mamy więc do czynienia z pozornym paradoksem: zabawa będąca częścią kultury, jako wartość została kulturzedana, mimo że istniała przed samą kulturą.
 

 

Co to jest zabawa? Co to znaczy bawić się?
 

     Kontrowersje wokół takiej tezy wynikają zaś ze złego definiowania pojęcia zabawy. Zapominamy bowiem, że jest ona samodzielną kategorią, niezwykle trudną do zdefiniowania. W wielu językachwartość pojęciowa danego słowa jest współokreślana przez jego przeciwieństwo, nie ma jednak antonimu zabawy. Powaga jest próbą utworzenia rzeczownika oznaczającego nie–zabawę, jednak wartość znaczeniowa zabawy nie zostaje wyczerpana przez pojęcie nie powagi – pojęcie zabawy jest pojęciem wyższego rzędu niż pojęcie powagi. Powaga próbuje wykluczyć zabawę, ale zabawa może doskonale pomieścić w swych granicach powagę.

     Zabawy nie można opisać jedynie w opozycji do powagi, chociaż z założenia zabawa jest nie-powagą – istnieją bowiem sytuacje, gdy można się bawić w sposób świadomy, całkowicie poważnie (gracze na boisku). Zabawa nie powinna być również opisywana poprzez kategorie śmiechu lub komizmu – wszakże zwierzęta wcale się nie śmieją, nawet bawiąc się. Mimo iż oba pojęcia zawierają się w polu semantycznym nie-powagi, nie są konieczne związane z zabawą - komizm kojarzyć się może z głupotą, jednak zabawa sama w sobie głupia nie jest. Ponadto chociaż zabawa posiada w sobie elementy duchowości, to nie ma jednak w sobie funkcji moralnej.

   Kolejne trudności  w rozumieniu pojęcia zabawy wynikają ze zróżnicowania leksykalnego. W niektórych kulturach zachowały się bowiem całkiem różne słowa dla określenia różnych form zabawy. Wielość nazw utrudnia więc powstanie uniwersalnego określenia wszystkich form zabawy. Huizinga zauważa, że w języku greckim możemy spotkać aż trzy różne określenia takiej działalności człowieka, a każde z nich rzuca trochę inne światło na pojęcie zabawy.

     Biorąc pod uwagę powyższe trudności badacz postanawia definiować zabawę poprzez stworzenie swoistego katalogu cech zabawy.„Zliczmy raz jeszcze wszystko – proponuje Huizinga – co wydaje się stanowić właściwe cechy zabawy lub gry. Jest to działanie, przebiegające w obrębie pewnych granic czasu, przestrzeni i sensu, w widocznym porządku, według dobrowolnie przyjętych reguł, poza sferą materialnej użyteczności czy też konieczności. Nastrój zabawy to odrealnienie i zachwyt, albo natury sakralnej, albo tez jedynie uroczystej, w zależności od tego czy dana zabawa jest świętowaniem, czy uciechą. Działaniu towarzyszą uczucia uniesienia i napięcia, ono samo zaś powoduje wesołość i odprężenie.”[2]Ponadto zabawa jest też bezinteresowna, jej cele wykraczają poza materialne interesy bądź też zaspokajanie indywidualnych życiowych konieczności. Zabawa kreuje swój własny ład i porządek. Związana jest niejednokrotnie z napięciem, które wypływa z niepewności. Ustalone wcześniej zasady zabawy (czy też gry), najczęściej nie gwarantują sukcesu wszystkim uczestnikom.
 

 

Czy wszystko jest zabawą? Przejawy zabawy w życiu społeczeństwa.

 

     W tym miejscu czytelnik może postawić pytanie – czy rzeczywiście to właśnie zabawa stanowi istotę człowieczeństwa, motor napędowy wszelkich działań człowieka, podstawę kultury?

     Związku zabawy z kulturą należy szukać w wyższych formach społecznej zabawy. Kultura powstaje bowiem w formie zabawy, jest pierwotnie czynnością o charakterze ludycznym. Współzawodnictwo i wystawianie na pokaz nie wynikają z kultury, ale ją poprzedzają. Wspólne zabawy mają antytetyczny charakter. Zawody w pewnym stopniu są bezinteresowne, a ich wynik nie ma wpływu na proces życiowy danej społeczności. Interesowność czynności w zabawie istotna jest w jej przebiegu, bez bezpośredniego wpływu na to, co się wydarzy po jej zakończeniu. Wynik gry jest obiektywnym faktem, jednakże sam w sobie jest on nieistotny i obojętny. Efekt końcowy gry jest istotny tylko dla jej uczestników, którzy zaangażowali się w jej przebieg i zaakceptowali jej zasady. Spełnienie uczestników gry wynika nie z materialnych korzyści, ale z emocjonalnych doznań zadowolenia. Współzawodnictwo jest nieodzownym elementem życia społecznego. Rywalizacyjne formy ludyczne istniały niezależnie od wierzeń i kultur. Ludzka natura nieustannie podąża w kierunku czegoś wyższego, np. chwały, popularności, czy też zmierza do zwycięstwa nad doczesnością. Funkcją przyrodzoną, za pomocą której człowiek dążenia te urzeczywistnia jest właśnie – zdaniem Huizingi – zabawa.

     Zabawa i prawo z pozoru bardzo odległe od siebie, posiadają cechy wspólne. Prawo znacząco nacechowane jest bowiem rywalizacją. Na powiązanie rywalizacji sądowej z ludycznością, wskazują zewnętrzne czynniki: orzeczenie wykonywane jest w „izbie” – izba to święty krąg, wyodrębniona przestrzeń, odizolowana od codziennego świata. Jest to miejsce, gdzie na określony czas, zniesione zostają istniejące między ludźmi różnice społeczne. W związku gry z prawem, w archaicznych kulturach dopatrujemy się wyścigu, współzawodnictwa, walki na słowa.

     Poezja jest grą słów i mowy. W pierwotnej swojej funkcji, jako element dawnej kultury, tworzy się w zabawie i jako zabawa.Poezja igra obrazami, ustawia je w szeregi, wkłada w nie tajemnicę, zagadkę. Człowiek tworzy poezję ponieważ musi bawić się społecznie. Do sfery ludycznej najbardziej przynależy liryka, która jest najbliżej zabawy i muzyczności. Traci ona swą funkcję ludyczną, gdy brakuje jej powiązania z muzyką. Próżno jednak szukać związku eposu z zabawą. Natomiast dramat wykazuje duży związek z zabawą -  sztukę dramatyczną się wszakże nie inaczej jak grą. Dawna komedia przynależy do uroczystych śpiewów przemiennych, tj. obelżywych i wyzywających. Tragedia w swych początkach była granym nabożeństwem. Obie jednak (tragedia i komedia) należą do sfery rywalizacji.

 

 

Zabawą przez wieki? Argument z historii

 

     Dla starożytnych Greków, muzyka była sztuką, którą traktowano jako zabawę. Istotą wszelkiej działalności muzycznej jest bowiem gra. Dla starożytnych, wszystko co „muzyczne” jest związane z kultem, a kult związany jest z tańcem. Taniec zaś jest szczególną formą zabawy.

     W starożytnym Rzymie zaobserwować można było o wiele mniej cech ludycznych aniżeli u Greków. Kultura rzymska otoczona była fałszywym, złudnym blaskiem, który miał na celu przesadnie potwierdzić fakt, że wszystko jest w porządku. Społeczeństwo rzymskie nie potrafiło jednak żyć bez igrzysk, których funkcja polegała właśnie na utwierdzeniu i umacnianiu pomyślnej przyszłości przez czynność sakralną.

     W średniowieczu codzienne życie wypełnione było zabawą: ludową, rycerską i dworską. Twórcze wpływy czynnika ludycznego, widoczne były tylko tam, gdzie kultura nie wyrosła z antyku czy myśli Kościoła: początki powstawania rycerstwa, formy feudalne, sprawowanie sądów, obyczaj prawny, organizacja cechów i życie szkolne.

     Duch renesansu, daleki był od frywolności. Natomiast cała postawa duchowa jest ludyczna. Elita społeczna renesansu dążyła do zawarcia swojego życia w grze sztucznej doskonałości, m.in. poprzez odseparowanie się od reszty społeczeństwa.

     Kultura baroku była świadomie przesadzona, rozmyślnie imponująca i nierealna. Oderwana od prostoty i praktyczności. Natomiast intryganctwo, polityczna gra, tajemniczość w każdym aspekcie kultury, awanturnictwo, duch ambitnego współzawodnictwa, cechowały rokoko.

     Cała wyższa sfera społeczeństwa romantycznego, zbudowana była na sztucznym i wynaturzonym ideale miłości i życia, które przejawiały się w sztucznych formach. W następnym wieku, zaobserwować można, iż w różnych przejawach kultury, czynnik ludyczny usunięty został na dalszy plan, gdyż tym, co nadawało działaniom ludzkim wartość był utylitaryzm.

 

 

A dzisiaj?

 

     W kulturze współczesnej widoczne jest odejście od sfery ludycznej. Potwierdzeniem tego jest sport, w którym widzimy coraz surowsze reguły gry, sport staje się zawodowstwem, a tym samym przestaje być zabawą. Człowiek, który się bawi, musi stać się na moment dzieckiem, co staje się niemożliwe, gdy oddaje się wyrafinowanej rozrywce intelektualnej (np. gra w szachy czy brydż)[3].

     Cech ludycznych możemy jednak dopatrywać się w sferzegospodarki np. określone reguły współpracy na rynku, konkurencja handlowa, rywalizacja. Współczesny człowiek  poprzez sztukę zaspokaja swoje potrzeby estetyczne, skłania się do oceny wartości kulturowej. Głównym impulsem dla tworzenia sztuki jest możliwość wykazania się oryginalnością przy jej tworzeniu (a to już przecież cechy ludyczne). Nawet wdziałalnościnaukowej widzimy elementy ludyczności, np. dążenie do rywalizacji. Jednakże, jeśli zachowywane są ścisłe wymogi dokładności, etyki i umiłowania prawdy, jest ona w mniejszym stopniu podatna na element ludyczny, aniżeli to miało miejsce od renesansu do XVIIIw. Pod względem ludyczności możemy również rozpatrywać życie polityczne.Zauważymy takie jej przejawy np. w prawie międzynarodowym, które opiera się na zasadzie współgrania, rywalizowania.

 

 

Życie jako zabawa, czyli czy Huizinga ma rację?

 

     Z całą pewnością Huizinga wykazał, że kultura nie może istnieć bez określonej treści ludycznej. Wszakże to właśnie zabawa nakłada  pewne samoograniczenie i samoopanowanie, zrozumienie, że jest ona zamknięta w obrębie pewnych, dobrowolnie uznanych granic, które narzuca też kulturze. Kultura jest w pewnym sensie „grana” według określonych reguł, w duchu wzajemnego porozumienia. Prawdziwa kultura domaga się zawsze fair play, tym samym człowiek, który łamie reguły, przyczynia się do niszczenia kultury.

     Czy jednak można się w pełni zgodzić z koncepcją Huizingi, jakoby to zabawa była istotą człowieczeństwa i wszelkich działań przez jednostkę podejmowanych? Czy to zabawa (nawet tak szeroko rozumiana) stanowi sens życia człowieka? Czy w zabawie wyczerpują się aspiracje człowieka? Czy zabawa, gra jest najbardziej efektywnym sposobem osiągania celu? Nie podejmuję się ostatecznie rozstrzygnąć tej kwestii. Wszelkie kwantyfikatory wielkie bowiem w humanistyce (a o niej przecież mówimy) z założenia są fałszywe. Z całą pewnością jednak Homo ludens. Zabawa jako źródło kulturyjest pozycją którą warto przeczytać – nie tylko ze względu na jej ludyczne walory.

 

 

Grzegorz Grzegorek

 


[1]J. Huizinga, Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, Warszawa 1985.

[2]Tamże, 189-190 (podkreślenie – autor pracy)

[3] Przy okazji zdemaskowana zostaje kolejna fałszywa próba definiowania. Zabawa nie jest tożsama z rozrywką. Pola znaczeniowe obu tych pojęć nie pokrywają się całkowicie.